Kategorie
A bo on napisał.

Magmar i Mimi o bajkach pisały to ja też mogę.

Ostatnio przeglądałem ścieżki dźwiękowe do Disneyowskich bajek, które oglądałem daawno, dawno temu. Tak znowu wiele tego nie było, ale tak się złożyło, że zaraz po Królu lwie poszła Pocahontas. Nie ukrywam, że większym sentymentem darzę ten pierwszy film, ale gdy świezym uchem rzuciłem na oba soundtracki to muzyka w Pocahontas wydaje się jednak ciekawsza. Znacznie bardziej rozbudowana zabawa motywami i hm… w ogóle jakieś takie bardziej yntelygentne to to. Nie jestem muzykologiem więc nie będę się wygłupiał i pisał recenzji, ale przykład tego, o czym mówię można zobaczyć chociażby tu: https://www.youtube.com/watch?v=XsQuHsKXTdY
Z resztą nawet kawałki używane w taakich grubych akcjach to też nie tylko wieelki bęben i wszystkie grajki dajo czadu. Tego też można posłuchać tak sobie, w oderwaniu od filmu.

Kategorie
Wysieciowane

Takie przeróbki piosenek lubię.

"Don't Stop 'Til You Get Enough" Ręka w górę, kto nie zna. Eee, jakiś czas temu ja nie znałem więc hm… W każdym razie jeśli to znam, można uznać kawałek za baardzo znany. Dobra, żeby odczepić się od tego znanego, nieznanego to są na świecie ludzie, którzy nie wytrzymią i skomplikują wszystko co się da. Jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej, na to, co zaraz tu wkleję trzeba mieć albo nastrój albo zwyczajnie takie lubić.

Tak btw wsłuchajcie się w fortepian i ciekaw jestem czy coś zwróci waszą uwagę.

Kategorie
Niech grajo.

Klasyka z przytupem.

Oto kolejna rzecz, której słuchałem daawno, dawno temu, a przy okazji może komu się wyda ciekawe.
Co jakiś czas ktoś próbuje wypromować klasykę tak, aby była strawna dla hm… przeciętnego Kowalskiego. Różnie to wychodzi, ale w tym przypadku mamy przy najmniej żywą orkiestrę, ciekawe podejście realizatora, a po za tym ma to to już swoje lata, no i Royal Philharmonic Orchestra też swoje znaczy. Tak przy okazji można to potraktować jako challenge dla tych bardziej muzycznych w rodzaju ile utworów rozpoznasz itd. Przed państwem Pierwszy kawałek z drugiej płyty cyklu "Hooked on classic"!

Kategorie
dla śmichu

Tym razem dla użytkowniczki Magmar wywiad z poetą:

To jest dopiero miszczu montowania.

Kategorie
dźwiękownia

Historia syntezatorów. Dawno, dawno temu.

Swego czasu zastanawiałem się, z resztą pewnie nie tylko ja, kiedy powstał pierwszy syntezator. Większości klawiszowców przychodzi do głowy fabryka Mooga, więc lata 70-te XX wieku, za sprawą Jarre-a w świadomości pasjonatów elmuzyki zagościł Theremin, więc lata 30-te tegoż stólecia, ale czy coś było wcześniej? Ależ było, jak najbardziej i to duużo wcześniej, bbo… uwaga! już w połowie XVIII wieku! Tak, nie mylę się, był rok 1748, pewien czeski teolog, matematyk i kombinator podobno ogłośił światu swój wynalazek – Denis D'Or. Podobno, bo na dobrą sprawę brak jakiejkolwiek dokumentacji tego interesu. Ponoć miało to to półtora metra długości, jakiś metr wysokości i ponad siedemset strun. Po co tyle? ano po to, aby można było zasymulować jaknajwiększą ilość istniejących już instrumentów. A do czego tam prąd? to też ciekawe, bo facet zaobserwował, coś, co na dobrą sprawę uporządkowano dopiero kilkadziesiąt lat później czyli związek elektryczności z magnetyzmem. A, żeby nie było, elektrykiem ani fizykiem nie jestem więc jeśli pisze głupoty poproszę o info w komentarzu aby wszelkie głupoty poprawić. W każdym razie okazało się, że prąd może wprawić struny w ruch i w ten sposób jest szansa na wygenerowanie dźwięku zbliżonego nawet do tego, jaki wydają instrumenty dente. Brzmi super, ale niektórzy uważają, że w gruncie rzeczy cała instalacja służyła tak na prawdę wyłącznie temu, aby twórca mógł porazić prądem muzyka. Taki, wiecie, żart muzyczny. Nawet gdyby tak było to sądząc z ówczesnych zapisków próby zaprzęgnięcia prądu do tworzenia muzyki miały wielokrotnie miejsca, jednak nikt nie brał takich instrumentów zbyt serio, więc i papierów brak.

Clavecin Électrique

Jednym z pierwszych dobrze udokumentowanych instrumentów elektronicznych, a w zasadzie elektromechanicznych był Clavecin Électrique, powstały jakieś dziesięć lat, po domniemanym czeskim wynalazku. Wbrew temu, co sugeruje nazwa nie był to klawesyn, ale coś jakby tzw. carillon. Też instrument klawiszowy, jednak zamiast strun, miał dzwonki, które poruszane były, tak, właśnie dzięki elektryczności. Czemu tak? Po pierwsze dlatego, że prąd, w przeciwieństwie do powietrza może działać z dobrze kontrolowaną siłą więc muzyk ma znacznie większą kontrolę nad dźwiękiem, a po za tym powstające przy pracy iskry tak ładnie wyglądają… Instrument jest nie tylko opisany, ale nawet twóca stworzył chyba jeden egzemplaż, który przechowywany jest w Bibliotheque nationale de France w Paryżu. Na koniec trzeba podkreślić, że to nie jedyne instrumenty, do których usiłowanop dopasować elektryczność. Powstawały również takie wynalazki, jak klawesyn magnetyczny oraz wiele innych, które są mniej lub bardziej udokumentowane, jednak opisywany prze ze mnie instrument nie tylko został dobrze opisny, ale istnieje do tej pory.
W następnym wpisie wiek XIX i kolejna porcja ciekawostek.
Gdyby ktoś chciał więcej to polecam stronę http://120years.net/ gdzie jest znacznie więcej materiałów z odnośnikami bibliograficznymi.