Kategorie
Pisze bo mogie.

A ta muzyka to tera gorsza?

Mówi się, że panie, tera to z tom muzykom to nie tak jak kiedyś. Dawniej to robili muzykie, a dzisiej to takie łupu-cupu jakby kto zepsutom pralkie obstukiwał. Przecież kiedyś to i Anna Rusek… eee, German, Alibabki, Halina Kunicka, a teraz to discopolo panie, gwiazdy jednego przeboju, margaryna, tj. Mandaryna…
No to od począdku. Badacze toczą ciężkie boje o to, co było pierwsze – rytm czy melodia. Z jednej strony serce to czysty rytm, z drugiej… ale kogo to obchodzi. Ominę więc tetrahordy, horały, motety, polifonie, homofonie i inne takie, bo jeszcze mnie jakiś tutejszy muzykolog ochrzani :d. Chciałbym się tu zająć raczej wybitnie praktyczną stroną tego całego muzycznego świata czyli udowodnić, że w gruncie rzeczy tu się nic nie zmienia.
Za czasów tzw. wielkich kompozytorów tj. Bacha, Mozarta i innych takich wszystko, moze po za jakimiś tam wyjątkami było komponowane na zamówienie. Wyglądało to tak, że książę czy inny król miał swoją orkiestrę i potrzebował kogoś, kto będzie pisał różności dla tej orkiestry coby nie było nudno, a że kasy to oni wszyscy mięli jak lodu no i każdy niemal lubi poszpanować to możliwości były szerokie. Wszystko fajnie, ale w gruncie rzeczy z tego wszystkiego korzystało kilka procent społeczeństwa. Cała reszta musiała zadowolić się grajkiem w wiejskiej gospodzie, który rzępoląc na jakimś instrumencie własnego wyrobu, sznapsbarytonem wyśpiewywał co mu do głowy wpadło w rodzaju
„Z tamtej strony Wisły, kapał się dziad z babką,
Babka utonęła do gory kuciapką

Mówi się, że panie, tera to z tom muzykom to nie tak jak kiedyś. Dawniej to robili muzykie, a dzisiej to takie łupu-cupu jakby kto zepsutom pralkie obstukiwał. Przecież kiedyś to i Anna Rusek… eee, German, Alibabki, Halina Kunicka, a teraz to discopolo panie, gwiazdy jednego przeboju, margaryna, tj. Mandaryna…
No to od począdku. Badacze toczą ciężkie boje o to, co było pierwsze – rytm czy melodia. Z jednej strony serce to czysty rytm, z drugiej… ale kogo to obchodzi. Ominę więc tetrahordy, horały, motety, polifonie, homofonie i inne takie, bo jeszcze mnie jakiś tutejszy muzykolog ochrzani :d. Chciałbym się tu zająć raczej wybitnie praktyczną stroną tego całego muzycznego świata czyli udowodnić, że w gruncie rzeczy tu się nic nie zmienia.
Za czasów tzw. wielkich kompozytorów tj. Bacha, Mozarta i innych takich wszystko, moze po za jakimiś tam wyjątkami było komponowane na zamówienie. Wyglądało to tak, że książę czy inny król miał swoją orkiestrę i potrzebował kogoś, kto będzie pisał różności dla tej orkiestry coby nie było nudno, a że kasy to oni wszyscy mięli jak lodu no i każdy niemal lubi poszpanować to możliwości były szerokie. Wszystko fajnie, ale w gruncie rzeczy z tego wszystkiego korzystało kilka procent społeczeństwa. Cała reszta musiała zadowolić się grajkiem w wiejskiej gospodzie, który rzępoląc na jakimś instrumencie własnego wyrobu, sznapsbarytonem wyśpiewywał co mu do głowy wpadło w rodzaju
"Z tamtej strony Wisły, kapał się dziad z babką,
Babka utonęła do gory kuciapką

Niczego mi nie żal, tylko tej kuciapki,
byłoby z niej fajne futerko do czapki."
Pod koniec XIX wieku taki pan myślał, myślał i wymyślił, że można to co grajom i śpiewajom wpierw nagrać, potem puścić gawiedzi i wszystkie co i raz mogom se posłuchać różności. Oczywiście technologia była raczej droga więc nagrywano przeważnie wielkich tego świata. No chyba, że ktoś był Florence Jenkins, ale o tym warto osobny wpis zrobić. Z czasem sprzęt był coraz tańszy, a więc do "skarbów narodowych" zaczęto dołączać również coraz większą przymieszkę pomniejszych artystów, chociaż różnie to z tym bywało. U nas, jako że wydawnictwa były głównie państwowe, a niestety podstawowym kryterium dostępu do żłoba był stosónek do partii wydawało się głównie to, co było po linii, ewentualnie to, co wyglądało poważnie a dostojnie. Inna rzecz, że wtedy właśnie powstawały sytuacje jak następuje. W pewnym domu kultury miał odbyć się koncert, na którym miał zostać zagrany zbió wariacji Bacha czy innego takiego. Wewnętrzna cenzuera owe wariacje skreśliła, a w uzasadnieniu widniało: "dom kultury to poważna instytuacja i żadnych waryjacji tutaj nijak nie będzie". W efekcie nagrywało się albo ludzi z tzw dorobkiem artystycznym albo pieśni ku czci. Cała reszta grana była po knajpach i ewentualnie rejestrowana na magnetofonach marki Kasprzak i krążyła w społeczności lokalnej tracą na i tak marnej jakości.
Lata dziewięćdziesiąte to wysyp malutkich wydawnictw, bo i kresu dobiegłą cenzura, a i technologia nie wymagała jakichś przesadnych inwestycji. Efekt oczywisty – każdy kto chciał i miał choć trochę kasy mógł nagrać i wydać cokolwiek. Teraz jest jeszcze lepiej, bo kasy już mieć praktycznie nie trzeba, bo sprzęt kosztuje grosze, a wydawać można się samemu na Youtube, Soundcloud, a prócz tego jest kilka serwisów, które pobierając jedynie jakiś procent od dochodów pozwalają wrzucać swoje wymysły na wszelkie serwisy streamingowe ze Spotify, Deezerem, Google Music, Apple Music włącznie. Czy więc dzisiaj nie produkuje się wartościowych rzeczy? Oczywiście dobra muzyka jak najbardziej istnieje, z resztą wydaje mi się, że w podobnych ilościach jak niegdyś, za to w zupełnie innej proporcji wzilość dostępnego chłamu. Czy to źle? wątpię. To po prostu konsekwencja dzisiejszego sposobu życia. Nie ma dymu bez ognia i nie ma postępu bez wzrastającego poziomu lichoty, bo każdy chce swoje światu pokazać, a że się da to i lepiej. Z drugiej bowiem strony wszelkie utalentowane osoby bez nawet odrobiny umiejętności organizacyjnych swoje również mogą wydać.
Jakie wnioski dla przeciętnego Kowalskiego? Kiedyś wystarczyło w sklepie z płytami kupić pierwsze z brzega płyty aby dostać coś na jakimś tam poziomie, teraz trzeba nauczyć się odpowiedniego zadawania pytań wyszukiwarkom. Na Youtube można znaleźć wszystko. Chcesz patostream, masz. Chcesz wirtuozów skrzypiec, laeż proszę. Chcesz genialne dzieci, sto wyników wystarczy? Chcesz nieznaną twórczość Niemena, tuuu, tu jest!
Nie bardzo mam pomysł na zakończenie tej mojej pisaniny więc niechaj będzie jako jest i zwyczajnie tu koniec.

12 odpowiedzi na “A ta muzyka to tera gorsza?”

Zgadzam się w całej rozciągłości z tym pełnym erudycji wpisem, choć w sumie, na youtubie nie ma wszystkiego. Jako miłośniczka klasycznej współczechy często mam problem z dotarciem do interesujących mnie nagrań. To jednak zrozumiałe, gdyż są to dzieła niszowe.

Dokładnie wszystkiego nma, ale jak nie Youtube to parę innych serwisó jest, z resztą naście lat temu z tym dotarciem to i tak dużo większy problem był i chyba głównie biblioteka Narodowa albo czekać na to aż w Dwójce cóś zagrają.

Piękne! Jak ja chciałam napisać coś takiego! Jak ja chciałam, żeby to wreszcie ktoś powiedział, bo sama mam za małą wiedzę! Uwielbiam!

Czyli w powszechnym odbiorze i tak jest tak jak głosi to stwierdzenie bo ludzie nieumiejo szukać a masa hały w związku z brakiem barier o których słusznie pisałeś dominuje nad niehałą. A mówią na tej samej pewnie zasadzie jak to że kiedyś za komuny to były panie dopieeero takie czasy. Poprostu nadmiar uproszczeń generuje takie gadanie.

dokładnie, jest dużo więcej tego chłamu ale i dużo łatwiej do dzieł sztuki dotrzeć, czyli wychodzi na jedno. To tak samo jak ludzie narzekają, że kiedyś to tego fejsbuka nie było i ludzie ze sobo gadali, a prawda jest taka, że komunikacja jest teraz dużo ułatwiona, ale ma to swoje negatywne odbicie w postaci chłamu fejsbukowego. Poza tym to my wybieramy, kogo śledzimy, z kim piszemy.

Nie sposób się z Tobą nie zgodzić, ale można zaobserwować też inne zjawisko: otóż szczerze mówiąc, w ostatnich latach w radiach niełatwo byłoby znaleźć coś, co naprawdę przykuwa uwagę. Nie wiem, może to dotyczy mnie i kilku innych szurniętych ludzi, ale naprawdę, w tym całym chłamie jakoś niewiele się wybija. A dla porównania proponuję obejrzeć sobie na youtube jakiś telewizyjny blok reklamowy z lat 90ych. Nawet to było bardziej kreatywne, a to piosenka promująca produkt, a to hasełko, które się cytuje do dziś, np moje ukochane „Dłuższe życie każdej pralki to Calgon”, melodyjka z Winiar… Oj sporo by się tego znalazło, nie mówcie, że nie

Jasne, ale to chyba też pokłosie dawniejszego sposobu myślenia, że to jednak powinno mieć jakiś poziom artystyczny. Teraz reklama powinna przede wszystkim wpływać na zwiększenie sprzedarzy, a radia walczą o słuchalność, a niestety znaczna większość ludzi nie pragnie intelektualnej rozrywki więc na cholerę?

a czy to nie jest tak, że reklama, która ma większy poziom artystyczny tj. przykuwa uwagę spowoduje potem większą sprzedaż produktu? Ja prędzej kupie coś, czego reklame zapamiętałem, odruchowo,

Właśnie nie wiem. Może jest tak, że wystarczy powtarzalność tj. ilość reklam coby podświadomie to zapamiętać.

A poza tym od kiedy to Papierek jest tak, że żeby zapamiętać poziom musi być wysoki? Aktualnie wystarczy hipotetycznemu tobie, żeby było kolorowo, głośno i ze skandalem. Ja nie mówię, że zawsze, ale więcej tego teraz troszkę jednak jest.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *